
Kobieta – matka w rozwoju
Ja – Kobieta. Ja – matka.
Gdy lata temu zajęłam się z pasją tematem rozwoju osobistego, powoli zaczęłam odkrywać, że z każdym moim kolejnym krokiem po tej spiralnej drodze do wyższej świadomości siebie zaczynam zmieniać się jako matka. Jest to proces w dużej mierze świadomy, choć myślę, że wielkim wsparciem jest to, że bardzo przeprogramowuję też swoją podświadomość.
Rozwój osobisty – tyle się w tym kryje. Od zawsze mnie pasjonował, ale ileż razy w życiu myślałam, że mnie pewne rzeczy nie dotyczą. Mnie rozsądnej. Mnie świetnej matki. Mnie perfekcyjnie zdążającej ze wszystkim. Mnie pełnej radości życia. Mnie, która tyle przeszła, tyle się nauczyła. Również w obszarze rozwoju osobistego. Ja mogę pomagać innym, doradzać, wiedzieć. Ale mnie nic nie trzeba. Ze mną jest wszystko w porządku.
Praca z Wewnętrznym Dzieckiem – nigdy nie do przecenienia
Oczywiście się myliłam i na szczęście odkryłam to lata temu. Najpierw jednak pukałam się w głowę na propozycje pracy z moim Wewnętrznym Dzieckiem. Ktoś inny tak. To istotne. Ja nie, to mnie nie dotyczy, ja panuję nad sytuacją. Na drugie szczęście jednak COŚ do mnie przemówiło, dziś nie pamiętam co, może mój bezcenny Umysł w swej wyższej naturze i nieocenionej mądrości przemycił tę istotną informację, żeby mnie ratować . W każdym razie zajęłam się tematem.
Zajęłam się moim Wewnętrznym Dzieckiem. I nigdy tego nie pożałuję.
I dalej jestem z Nim w kontakcie, z małą i większą Agatką, Agatą, Agą.
Akceptując siebie, pochylając się nad sobą z miłością, pochylając się z
szacunkiem nad swoimi przeżyciami i traumami, uzdrawiając je, rozmawiając z moim Wewnętrznym Dzieckiem, czy raczej Dziećmi, Dziewczynkami z różnych okresów życia, które mnie rozczuliły i które mnie tak bardzo potrzebowały, zrozumiałam i nauczyłam się dwóch bardzo istotnych rzeczy, które wpłynęły na moje postrzeganie świata oraz na mój stosunek do innych.

Po pierwsze –
pojęłam jak ogromnie dużo znaczę w życiu moich dzieci jako matka, najważniejsza persona, zwłaszcza przez pierwsze 5-6 lat życia,
oraz jak niejeden raz zrobiłam im krzywdę niesprawiedliwym, lekceważącym, krzywdzącym potraktowaniem, choć z mojej perspektywy – mnie tamtej - było to wyłącznie uspołeczniające i wychowawcze „nic takiego”.
Po drugie –
gdy zaczęłam patrzeć na innych ludzi przez pryzmat Ich Wewnętrznych Dzieci – cóż – zaczęłam patrzeć na nich z miłością i współczuciem, choć wcześniej w wielu sytuacjach głównie mnie wkurzali. Sprawia to, że znacznie mniej się irytuję przez innych. Właściwie doszłam do punktu, w którym mój poziom irytacji jest minimalny i jedynie moi najbliżsi są w stanie mnie doprowadzić do punktu, w którym okazuję zniecierpliwienie, ale i to na króciutko.
W tym artykule skupię się na pierwszej korzyści – pięknej i nieustającej podróży w stronę dojrzałego, spokojnego macierzyństwa.
Mózgi dzieci funkcjonują przez pierwsze dwa lata życia na falach delta, przez kolejne 4-5 na falach theta – jak w transie hipnotycznym.
W tym czasie nasze dzieci są bardzo podatne na wszelkie sugestie. Wchodzi im dosłownie wszystko, co im zaprogramujemy.

Wszystkie nasze krytyczne teksty, nasze ultimata, nasze w dobrej wierze dawane rady, pouczenia, zachowania względem dzieci – wyręczanie ich, odsyłanie do pokoju za karę, nie poświęcanie im uwagi, karcenie za emocje – płacz, smutek, złość, nasze zniecierpliwienie, zawstydzanie dziecka, etykietowanie, obwinianie za jego i swoje niepowodzenia, kary cielesne itd. – wszystko to osłabia nasze dzieci, odbiera im siebie, sprawia, że wytrenowują rozmaite działania obronne, które potem im szkodzą, że budują swój cień, miejsce, w którym skrywają rzeczy, postrzegane przez świat jako naganne, niepotrzebne, niewskazane, część siebie, której się wstydzą i której nie akceptują i nie kochają…
Często przekazujemy to dzieciom myśląc po prostu, że to da im do myślenia, że nauczą się na przykładzie i zmienią swoje zachowanie. A to tak nie działa.
Za to programowanie podświadomości działa w dzieciństwie super.
Nawet, gdy dzieci wyjdą już ze swojego hipnotycznego transu fal theta, to nadal długo mamy ogromny wpływ na nie i na to jak kształtują się ich przekonania na temat siebie i świata, jakie wzorce przyjmą za podświadomie oczywiste. Zwłaszcza my, matki, które jesteśmy najważniejszymi personami w życiu swoich dzieci mamy ogromne przełożenie na ich umysły. Czy nam się to podoba, czy nie.
Brak świadomości tego sprawił, że wykonałam wiele rzeczy, których szczerze żałuję. Zyskałam świadomość już parę lat po tym, jak moje młodsze dziecko skończyło 6 lat.
Ale nie będę się za to obwiniać i nie będę się tym dręczyć, bo to mi nic nie da. Za to moja praca ze sobą, z Wewnętrznym Dzieckiem dała ogrom dobrego.
Nigdy nie jest za późno
Nie zniechęcajcie się wszystkie, które pomyślicie, że jest późno, bo Wasze dzieci są już duże lub dorosłe. Sama mam jedno zupełnie już gotowe, dorosłe dziecko i drugie nastoletnie, które właśnie przeżywa swój burzliwy, nastoletni dramat życia.. A jednak udaje mi się w obu przypadkach tę jakość matkowania poprawiać, pogłębiać relacje, nawiązywać pełen miłości kontakt. Choć bywa to niełatwe. Gdy jednak stajemy się oazą cierpliwości dla siebie samych, nastoletnie dzieci z czasem też temu ulegają, nasiąkając naszym spokojem. Gdy wychodzimy z własnych bezradności i przewrażliwień, gdy zaakceptujemy siebie, o wiele łatwiej nam zrozumieć, że akceptacja i spokój zdziałają więcej w przypadku naszych realnych dzieci, niż panikowanie, karcenie, przemawianie do rozumu.
Oczywiście nie chodzi tu o to, żeby teraz się przerazić – o Matko, co ja zrobiłam – i rzucić się dzieciom do stóp z rekompensowaniem strat. W żadnym wypadku nie chodzi o gwałtowne reakcje - przepraszanie lub inne, które prędzej dzieci zaniepokoją, niż przyniosą pożądane skutki. Tu naprawdę chodzi o nas – o naszą dojrzałość, nasz spokój, naszą gotowość do wskazywania drogi swoim przykładem.
W procesie własnego głębokiego rozwoju osobistego i pracy z Wewnętrznym Dzieckiem odkrywałam siebie, swoje cienie, rozpoznawałam swoje ograniczające przekonania, rozpracowywałam wzorce, które mną rządziły, mechanizmy obronne, które wykształciłam. I nagle – Eureka! Odkryłam coś, co dziś wydaje mi się oczywiste. Że to wszystko pozwala po pierwsze lepiej rozumieć reakcje i zachowania w roli matki, po drugie doskonale rozumieć w jaki sposób możemy nieświadomie dziecko straumatyzować lub zbudować w nim przekonanie o własnej niedoskonałości (lub już to zrobiłyśmy – niestety – to mój kazus!), a po trzecie – zwyczajnie uczymy się jak mówić do dziecka w sposób pełen szacunku, akceptacji i miłości. I to wszystko jest fundamentalne dla budowania zdrowego rodzicielstwa.
Spójrzmy na to w szczegółach.
Obszar traum i mechanizmów obronnych
Praca z Wewnętrznym Dzieckiem umożliwia zrozumienie własnych doświadczeń z dzieciństwa i przeniesienie tej wiedzy na rozmowę z własnymi dziećmi. Trauma staje się w tym momencie źródłem empatii, a nie powodem do powtarzania szkodliwych wzorców.
Świadomość traum i mechanizmów obronnych pozwala przerwać cykl przekazywania negatywnych wzorców i zachowań emocjonalnych z pokolenia na pokolenie. Zdolne do pracy nad sobą stajemy się bardziej świadome i empatyczne jako matki. Uzdrawiając nasze traumy - rany dzieciństwa, minimalizujemy szkodliwy wpływ, jaki mogą one wywierać na nasze dzieci, co jest krytyczne dla budowania zdrowego otoczenia rodzinnego.
Innymi słowy, jesteśmy w stanie przerwać cykl traumy w rodzinie.
Jednocześnie zaś jesteśmy w stanie uniknąć wywołania potencjalnej nowej traumy u naszych dzieci.
A jeśli już na to za późno, jesteśmy w stanie rozmawiać, przekazać, że wiele rzeczy, które robiłyśmy były niewłaściwe i być może w ten sposób przerwać proces przekazywania tego dalej.
Obszar zarządzania emocjami
Uzyskujemy także lepszą kontrolę nad własnymi emocjami i reakcjami, umiemy transformować emocje, działać zrównoważenie i mamy szansę zbudować stabilne, wspierające środowisko dla dzieci. Umożliwiamy stworzenie bezpiecznej przestrzeni, w której mogą one rozwijać się, wyrażać swoje uczucia i być autentycznymi, nie bojąc się odrzucenia, bo rozumiemy jak bardzo nam tego kiedyś zabrakło. Praca nad sobą pozwala także na zrozumienie, że każde dziecko jest inne i ma swoje unikalne potrzeby. Stajemy się bardziej elastyczne.
Podnosimy poziom samoświadomości u dzieci. Dzieci obserwując proces rozwoju osobistego matki, uczą się wartości samoświadomości, radzenia sobie ze stresem i dbania o swoje emocje. To umożliwia im lepsze radzenie sobie w przyszłym życiu. To daje im informację, że każdy może się mylić, że każdy popełnia błędy, że to nic złego, a najważniejsze, to wyciągać z nich lekcje i korzystać z tego.
Ponadto, rozwijając empatię dla samych siebie umożliwiamy przekazywanie tych samych umiejętności empatii dzieciom, ucząc ich zrozumienia i szacunku dla siebie samych i dla uczuć innych ludzi, co stanowi istotną umiejętność społeczną.
Obszar relacji
Ponieważ zaczynamy radzić sobie z własnymi emocjami, umiemy je identyfikować, rozumieć, transformować, to w rezultacie stajemy się bardziej odporne i zdolne do radzenia sobie z trudnymi sytuacjami. To wprost przekłada się na bardziej stabilne, spokojne relacje z dziećmi. Możemy tym samym modelować zdrowe sposoby wyrażania uczuć dla swoich dzieci.
Zaczynamy rozumieć jak budować zdrowe relacje ze sobą i z innymi, dzięki czemu zaczynamy zmieniać swoje życie i kształtować zdrowe wzorce relacji. Przenosimy zdobyte umiejętności na swoje dzieci, budujemy zdrowe relacje w rodzinie.
Stając się bardziej elastyczną i otwartą na zmiany matką utrzymujemy bliską, zdrową relację z dziećmi na różnych etapach ich życia, od dzieciństwa po dorosłość, pielęgnujemy otwartość i lekkość w kontaktach. Otwartość i lekkość – to bardzo ważne. Dodajmy też duże dawki optymizmu, pozytywności, dystansu do siebie i humoru.
Bezpieczna przestrzeń i szacunek dla dzieci.
Przyjęło się, że dzieci mają szanować rodziców. Często oznacza to, że mają się ich słuchać i nie dyskutować. Tymczasem szanować, to znaczy przyjmować z szacunkiem drugą osobę taką jaką jest, liczyć się z jej odmiennością i potrzebami. I my też powinniśmy szanować nasze dzieci. Śmiem twierdzić, że to jedyna droga do tego, aby dzieci pojęły w pełni, co to znaczy szacunek.
Stwarzając bezpieczną przestrzeń dla swojego Wewnętrznego Dziecka, potrafimy stworzyć tę samą bezpieczną przestrzeń dla swoich dzieci. Dzieci uczą się, że ich uczucia są ważne i akceptowane, czują się wolne w wyrażaniu swoich uczuć bez obaw przed osądzaniem czy odrzuceniem.
Kiedy stajemy się dojrzałym Dorosłym zdolnym pracować z Wewnętrznym Dzieckiem, zdobywamy wyjątkową umiejętność, która znacząco wpływa na nasze rodzicielstwo. Rozumienie i akceptacja Wewnętrznego Dziecka – to rozumienie i akceptacja wewnętrznej, emocjonalnej części siebie, która nosi ślady przeszłych doświadczeń. To kluczowy krok w pracy nad własnym rozwojem osobistym i równoległe zrozumienie, czego potrzebują nasze dzieci. To jest jak strzał uświadomienia. Kobieta, która nauczyła się okazywać bezwarunkową miłość i akceptację swojemu Wewnętrznemu Dziecku, staje się bardziej samosłysząca i szanująca własne potrzeby i uczucia, ale też automatycznie doskonale słysząca własne dzieci, akceptująca je w pełni i szanująca je oraz ich potrzeby i uczucia.
Komunikacja
Rozwijając własne umiejętności komunikacji zaczynamy wyrażać swoje potrzeby i uczucia w sposób jasny i asertywny, uczymy otwartego komunikowania swoich granic i ich poszanowania. Nie przerywamy dzieciom, nie bagatelizujemy, nie korygujemy, nie odsyłamy do pokoju. Pozwalamy na wyrażenie się w sposób w jaki naturalnie to robią. To wszystko stanowi zdrowy wzór dla dzieci i umożliwia skuteczną wymianę myśli i uczuć z dziećmi, czyniąc komunikację w rodzinie bardziej otwartą i zrozumiałą. Przypomnę tu znowu, że bezcenne przy tym są otwartość, dystans do siebie i poczucie humoru.
System wartości
Kochamy się, akceptujemy, szanujemy. Będąc świadome swoich wartości, przekazujemy je dzieciom poprzez codzienne działania i decyzje. Działając na wyższym poziomie świadomości, nie dając się dominować własnemu ego, praktykując wolność wyboru, wskazujemy świat o szerokich perspektywach, tajemniczy, zachęcamy do poznawania, uczymy, że "nie wiem" jest wspaniałym stanem, otwierającym nas na nowe. Sposób w jaki żyjemy to najbardziej skuteczna forma uczenia. My jesteśmy wzorem. To działa lepiej niż tysiące słów. Tworzymy spójny system wartości. Poprzez aktywną obecność i gotowość do słuchania tworzymy środowisko, w którym dzieci uczą się, że są bezwarunkowo kochane i akceptowane oraz inspirujemy je do akceptacje samych siebie ze swoimi błędami i porażkami. Koniec końców, to staje się fundamentem ich własnego rozwoju osobistego.
W sposób naturalny stajemy się mentorkami, przewodniczkami i wsparciem dla swoich dzieci w procesie ich rozwoju. Dajemy stabilność i poczucie bezpieczeństwa.
Kiedy matka jest świadoma swoich wartości i przekonuje się, że jest godna miłości i szacunku, przekazuje te same przekonania swoim dzieciom.
Mamy wpływ
Jak widać nasz rozwój osobisty to nie tylko nasze indywidualne doświadczenie, zmieniając się mamy wpływ na inne czynniki naszego środowiska, a zwłaszcza mamy szansę wznieść jakość naszego rodzicielstwa na niesamowity poziom. Nawet jeśli chodzi już o nasze dorosłe dzieci.
Gdy zaś jesteśmy dziś w sytuacji, że kontakty z dorosłymi dziećmi są mocno nadwyrężone, jest napięcie, a nawet wrogość, dajmy temu czas. Zaakceptujmy fakt, że zapracowałyśmy na to - najczęściej bez naszej winy, bo w swej nieświadomości. Teraz bądźmy cierpliwe, nie natarczywe, kochajmy.
Zajmujmy się sobą, budujmy swoją wartość dla siebie, a reszta sama się ułoży, bo ten Wszechświat naprawdę ZAWSZE działa na naszą korzyść.